Do lepszego.

Wchodzę rano do komputera z nadzieją, niech mnie ktoś przytuli bo nastrój podły jak mało kiedy. Mam nie tylko blu mondej, tjusdej, ale holl łik jak dziś skrupulatnie wyliczyłam… Zatem wchodzę, a tam na dzień dobry na jednym z okupowanych przeze mnie portali: „przykro mi, nie mamy dla Ciebie więcej dobroci, tylko uśmiech. Wróć tu za jakiś czas.” No klasyka. Dobrze, że chociaż ten uśmiech mają. Chyba, że to takie szczerzenie kłów – taki szczękościsk udający. 

I bardzo, bardzo bym chciała zabłysnąć tu jakimś tekstem, który Was rozkocha w sobie, nawiąże nić sekretnego porozumienia, włączy kosmiczne pokrewieństwo czy inne takie. Ale wiem, że nie dziś. M. sugerował klasyczne L4 bo widzi, że chora jestem. Ale ja z nerwów chora jestem! Z tego, że mi się wszystko od dupy strony układa! Że jeśli na 100 jabłek 101 ma robaczka, mur – beton  To Ona je zeżre.

Jest takie porzekadło, że każdy dostaje w życiu tyle, ile jest w stanie udźwignąć. Bzdura kwadratowa. Gdyby tak było, nie byłoby depresji, samobójstw, a świat byłby pełen herosów. Którzy z pieśnią na ustach stają nad faktem braku mieszkania, choroby dziecka, ciężkiego wypadku czy choćby pękniętego węża od pralki.

Ja – nie jestem herosem. Po prostu każdego dnia rano wstaję i robię to, co do mnie należy. W możliwie najlepszy sposób. Ale czasem – czasem gdy mi się kanapka masłem w dół obróci, urwie ucho od torebki, telefon padnie w pół słowa… Czasem mam ochotę oprzeć głowę o najbliższe drzewo i zwyczajnie płakać. Wtedy myślę „dosyć, mam dosyć”. Tylko co z tą wiedzą zrobić? Spakować mały worek podróżny i stopem uciec na Kanary? Bo jedna rzecz, to wiedzieć, gdzie się ma próg wytrzymałości. A druga – co robić, jak już przez niego przelezę jak krowa przez miedzę? No i proszę – zrobię mały koming ałt: raz mi się zdarzyło solidnie urżnąć. Raz wyjść z domu tak, jak stałam. Raz do tego domu pojechać – też tak, jak stałam, bez słowa. Raz płakać z głową opartą o kierownicę. A raz jechać kilkadziesiąt kilometrów przed siebie – bez celu. Biorąc poprawkę na ilość dni przeżytych, ogólnie źle nie jest. Ale na huraoptymistyczny, spójny i tematyczny wpis – dziś akurat siły nie ma. Także do lepszego czasu…

O To Ona

Człowiek=>kobieta=>córka=> żona=>matka=>koleżanka=>przyjaciółka=>pracownik=>gospodyni=>stylistka własna=>amatorka=>profesjonalistka=> kobieta (nie)zwykła

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>